poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Prolog.

Panująca wokół ciemność zdawała się pochłaniać wszystko w zasięgu wzroku. Jedynym widocznym punktem na horyzoncie był pas asfaltowej drogi. Krople wody delikatnie bębniły o blaszany dach. Tego dnia nie zapowiadało się na deszcz, jeszcze niedawno niebo było całkowicie bezchmurne. Błyskawica rozjaśniła okolicę, by zaraz potem znów pogrążyła się w mroku. Przez ułamek sekundy wydało jej się, że coś widziała. 
- Jestem zmęczona - szepnęła.
- Wiem - ziewnął - jeszcze kawałek i dotrzemy na miejsce.
- Na pewno nie chcesz się zatrzymać i odpocząć? - spytała ze zmartwieniem w głosie. Spojrzał w jej kierunku z widocznym niezadowoleniem na twarzy. Uznała to za znak, by więcej nie poruszać tego tematu. Otuliła się szczelniej swetrem i poprawiła w fotelu pasażera. Nie spodziewała się, że pogoda tak diametralnie się zmieni. Nie podoba mi się to. Zerwał się silny wiatr, drzewa zaczęły uginać się pod jego naporem. Dźwięk deszczu już nie uspokajał, teraz wydawał się wręcz agresywny. Kolejna błyskawica rozjaśniła horyzont. Podgłośniła muzykę w radiu, z nadzieją że choć trochę odwróci to jej uwagę od niepokojącej scenerii na zewnątrz. Zamknęła oczy i zapadła w półsen. Nie trwało to długo. Rozbudził ją krzyk pełen strachu i paniki. Potem był tylko przeraźliwy pisk hamujących opon i okropny ból. Krople deszczu zmywały krew z jej ciała. Wszelkie próby poruszenia się wywoływały niewyobrażalne cierpienie. Głosy wokół zdawały się cichnąć. A może były to krzyki? Czuła jak powoli traci zmysły. Wydało jej się to bardzo przyjemne, nawet odprężające. Spadała prosto w ciemną otchłań. Otchłań, która przynosiła ulgę.